Losowy tekscik:
Przez chwilę toczyła się w nim wewnętrzna walka, która wyraźnie odbiła się na ściągniętej twarzy mężczyzny. Kilka razy zaczynał mówić, lecz przerywał po jednej sylabie, oblizując zaschnięte wargi. Wreszcie szepnął chrapliwym głosem:
-Nie będę... nie będę błagał cię o litość. Nie poniżysz mnie tak bardzo.
Pokręciła głową ze smutkiem. Źle, barzo, bardzo źle. Miała nadzieję, że tamta osoba rozpozna w „dzikusce” dziewczynę Kimmo, a jednocześnie podopieczną Timothy’ego i Amber. Na wszelki wypadek zbliżyła usta doszczeliny i zawołała cicho:
-Proszę nie bać się i otworzyć drzwi! To ja, Derra Amno. Przyszłam do Kimmo.
Rozległy się krótkie syknięcia dwóch elektronicznych zasuw i drzwi wreszcie lekko się odchyliły. Wyjrzała zza nich jasna, nieco rozczochrana głowa, należąca do kobiety. Po tych bezpośrednich oględzinach, zakończonych upewnieniem się co do tożsamości gościa, tamta otworzyła w końcu szeroko drzwi, stając twarzą w twarz z Entorianką.
To była Daisy Lapalainen sympatią. Fala wściekłości jeszcze nie opadła i pewnie między innymi dlatego drażniła ją pastelowa tonacja podomki Daisy i jej śmieszne, różowe kapcie.
Nie miała pojęcia o chorobie Sangacjanki lub zupełnie jej to nie obchodziło.
-Nie próbuj krzyczeć, bo rozpłatam ci tę ładną buźkę, zanim policzysz do dziesięciu. Timothy jest w domu?
-Derra... Na Boga... Przecież ty nie miałaś oczu...
Entorianka miała chęć parsknąć rozpaczliwym śmiechem na myśl, że wszyscy dawni znajomi witają ją, jakby była duchem. Jakby wróciła na chwilę zza Wielkiej Rzeki. Pza tym nic się tutaj nie zmieniło przynajmniej od kilku wieków.
Tylko ona, Derra, była teraz inna, zarówno mądrzejsza, jak i bardziej zgorzkniała. Poznała wielki świat i smak miłości, doświadczyła triumfów i druzgoczących porażek. Poniżano ją, wykorzystywano i tresowano jak zwierzę, a także podziwiano, uwielbiano i bano się jej. Mieszkała w dwóch całkiem różnych krajach, z zapałem ucząc się mowy tubylców.
Lecz tego dnia z powrotem należała ciałem i duszą do miejsca, w którym się urodziła. Tym razem nikt nie zatrzyma jej w pół drogi do tajemniczej Doliny Myrr, gdzie wiosną zakwitają białe krokusy, a spieniony strumyk mknie radośnie pomiędzy omszałymi głazami. Przez resztę miesiąca będzie jechać konno i na wozie, a także wlec się pieszo w pyle piaszczystych dróżek, by klęknąć w nocy z pierwszego na drugiego Eleasias u stóp świętej góry Strandveinen i pokłonić się wschodzącemu słońcu.
Kendra uniosła prawą rękę. Zapanowała idealna cisza, którą zakłócało jedynie szczekanie psów i płacz kilkorga małych dzieci.Przywódczyni wypowiedziała donośnym głosem tylko jedno słowo:
Pozostałe teksciki:
1 2 3 10337 10338 10339