Losowy tekscik:



-Ciszę się, że znów będziesz dziewczyną Kimmo. Bo tamta druga, ta Eloise, nie chce się ze mną bawić.
Kim była, na Chaos, ta cała Eloise i dlaczego Mervi o niej wspominała? Sercem Derry targnął gwałtowny niepokój. Zanim jednak zdążyła zadać Daisy pytanie, tamta odsunęła gwałtownie córkę i powiedziała z zakłopotaniem:
-Nie zwracaj na nią uwagi, Derro. Jak zwykle plecie, co jej ślina na język przyniesie. Kimmo na pewno bardzo się ucieszy, kiedy cię zobaczy. Chodź, zapukamy do jego pokoju, odrabiał lekcje. Wejdź, proszę.
Odsunęła się, robiąc Entoriance przejście. Derra znalazła się we wnętrzu olbrzyma. Nikt jej nie widział, kiedy wychodziła z mieszkania Carradine’ów. Ukryła w worku zakrwawione narzędzie, przez nikogo nie nagabywana opuściła budynek i przejechała metrem przez pół miasta, kierując się na Dworzec Główny. „Wujek” i „ciocia” na szczście nie zaalarmowali mundurowych służb, które uniemożliwiłyby Entoriance wyjazd z kraju. Znów byłaby sądzona za usiłowanie zabójstwa lub uszkodzenie ciała. Czuła do Carradine’ów wdzięczność za to, że nie skomplikowali po raz kolejny zatrzasnąć przed Derrą drzwi, bo tamta już dawno nie miała dwunastu lat. Dziewczynka, którą Amber kąpała i rozczesywała potem jej miękkie, gęste loki, zdążyła się zamienić w maszynę do zabijania.
-Jeszcze jedno – dodała Entorianka, naciskając klamkę i nadal nie odwracając się do tamtych dwojga plecami. – Proszę, zatroszczcie się o Katię. Ona bardzo potrzebuje waszej opieki i miłości. Nie lubiłyśmy się, ale nie chcę, by skończyła jako prostytutka. Żadna kobieta nie powinna upadać tak nisko. Ona jest teraz waszym jedynym dzieckiem, więc żyjcie dla niej.
Kiedy zamykała drzwi, zauważyła jeszcze kątem oka, jak Amber w końcu mdleje, osuwając się na dywan jak szmaciana lalka.
Udało się. Nikt jej nie widział, kiedy wychodziła z mieszkania Carradine’ów. Ukryła w worku zakrwawione narzędzie, przez nikogo nie nagabywana opuściła budynek i przejechała metrem przez pół miasta, kierując się na Dworzec Główny. „Wujek” i „ciocia” na szczście nie zaalarmowali mundurowych służb, które uniemożliwiłyby Entoriance wyjazd z kraju. Znów byłaby sądzona za usiłowanie zabójstwa lub uszkodzenie ciała. Czuła do Carradine’ów wdzięczność za to, że nie skomplikowali po raz kolejny zatrzasnąć przed Derrą drzwi, bo tamta już dawno nie miała dwunastu lat. Dziewczynka, którą Amber kąpała i rozczesywała potem jej miękkie, gęste loki, zdążyła się zamienić w maszynę do zabijania.
-Jeszcze jedno – dodała Entorianka, naciskając klamkę i nadal nie odwracając się do tamtych dwojga plecami. – Proszę, zatroszczcie się o Katię. Ona bardzo potrzebuje waszej opieki i miłości. Nie lubiłyśmy się, ale nie chcę, by skończyła jako prostytutka. Żadna kobieta nie powinna upadać tak nisko. Ona jest teraz waszym jedynym dzieckiem, więc żyjcie dla niej.
Kiedy zamykała drzwi, zauważyła jeszcze kątem oka, jak Amber w końcu mdleje, osuwając się na dywan jak szmaciana lalka.
Udało się. Nikt jej nie widział, kiedy wychodziła z mieszkania Carradine’ów. Ukryła w worku zakrwawione narzędzie, przez nikogo nie nagabywana opuściła budynek i przejechała metrem przez pół miasta, kierując się na Dworzec Główny. „Wujek” i „ciocia” na szczście nie zaalarmowali mundurowych służb, które uniemożliwiłyby Entoriance wyjazd z kraju. Znów byłaby sądzona za usiłowanie zabójstwa lub uszkodzenie ciała. Czuła do Carradine’ów wdzięczność za to, że nie skomplikowali po raz kolejny zatrzasnąć przed Derrą drzwi, bo tamta już dawno nie miała dwunastu lat. Dziewczynka, którą Amber kąpała i rozczesywała potem jej miękkie, gęste loki, zdążyła się zamienić w maszynę do zabijania.
-Jeszcze jedno – dodała Entorianka, naciskając klamkę i nadal nie odwracając się do tamtych dwojga plecami. – Proszę, zatroszczcie się o Katię. Ona bardzo potrzebuje waszej opieki i miłości. Nie lubiłyśmy się, ale nie chcę, by skończyła jako prostytutka. Żadna kobieta nie powinna upadać tak nisko. Ona jest teraz waszym jedynym dzieckiem, więc żyjcie dla niej.
Kiedy zamykała drzwi, zauważyła jeszcze kątem oka, jak Amber w końcu mdleje, osuwając się na dywan jak szmaciana lalka.
Udało się. Nikt jej nie widział, kiedy wychodziła z mieszkania Carradine’ów. Ukryła w worku zakrwawione narzędzie, przez nikogo nie nagabywana opuściła budynek i przejechała metrem przez pół miasta, kierując się na Dworzec Główny. „Wujek” i „ciocia” na szczście nie zaalarmowali mundurowych służb, które uniemożliwiłyby Entoriance wyjazd z kraju. Znów byłaby sądzona za usiłowanie zabójstwa lub uszkodzenie ciała. Czuła do Carradine’ów wdzięczność za to, że nie skomplikowali po raz kolejny jej i sobie życia.
A więc ta sprawa także była zamknięta. Quatessinka miała rację, wyrzucenie z siebie bólu przynosiło wystarczającą ulgę, a resztę należało pozostawić czasowi i nieskończonej dobroci Wielkiego Ducha. Ale to nie o Carradine’ach myślała Derra przez całą podróż oboma pociągami. Zacisnęła mocno powieki, ale nie mogła w ten sposób zatrzymać potoku łez. Odwróciła głowę w kierunku okna, wtuliła się w oparcie fotela, mając nadzieję, że żadne ze współpasażerów nie zapyta o powód płaczu. Tak często nie miała chęci dzielić się swoim bólem nawet z najbliższymi, cóż dopiero, gdy zaczynali się nią interesować kompletnie obcy ludzie.
Chciała być teraz sama z obrazami Kimmo i Lorany w znękanej duszy. Dwa razy w życiu spotkała miłość i dwa razy ją utraciła. Obie cywilizacje, Sngacji i Kiramu, choć tak bardzo różne, w jednej sprawie okazały się zadziwiająco zgodne. Oba społeczeństwa akceptowały i wspierały tylko takie związki, które zapewniały wzrost liczebności populacji. Nie była to więc kwestia kultury, lecz biologii, nie emocjonalnych więzi, lecz – jednak – prokreacji. Dobrze to rozumiała i nie zamierzała już dowodzić czegoś zupełnie odwrotnego. Ostatecznie, dopóki współżycie zdrowej i płodnej kobiety oraz zdrowego i płodnego mężczyzny, dwojga ludzi bądź dwojga Kiramczyków, a w szczególności Nordlingów, prawie w ogóe nie ciemniała od słońca. Inaczej było z Sangacjanami. Już teraz, zanim zaczęło się astronomiczne lato, twarz Aldorenta wyraźnie zbrązowiała, co upodabniało go trochę do Południowców. Nie uniknął, niestety, poparzeń słonecznych, pozbawiony ochronnych filtrów. Przed kilkoma dniami widziała jego ramiona i plecy, pokryte zaczerwienioną i bolącą przy każdym dotknięciu skórą. Złuszczały się z nich płaty cieniutkiej, przezroczystej błonki.
-Przyzwyczaisz się – dodała. – Ale może powinieneś pochodzić przez kilka dni w koszuli.
-Chyba masz rację.
-Bardziej martwię się o to, jak dasz sobie radę w drodze. Masz jeszcze te zastrzyki pobudzające?
-Kilka. Ale chyba muszę nauczyć się, jak nie zasypiać bez nich.
-Prześpisz się w czasie jazdy na naszym wozie. Rodzice na pewno się zgodzą.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 10337 10338 10339